ART&FASHION W POZNANIU KONTRA ŁÓDŹ

POZN

 

 

Fashion Week w Łodzi czy Art&Fashion w Poznaniu? Przed takim oto dylematem stanęłam w ubiegłym tygodniu. Bo z jednej strony łódzki tydzień mody, na którym byłam kilka razy i gdzie poza oglądaniem kolekcji młodych i uznanych już projektantów, równie ważne są kulisy, czyli to, co się dzieje pomiędzy pokazami. Czasem w Warszawie jest trudno spotkać tylu znajomych w jednym miejscu. Ale Fashion Week zobowiązuje i pamiętaj, że trzeba mieć przygotowanych kilka stylizacji, bo po pokazach obywają się afterparty. A po afterkach spotykasz wszystkich na śniadaniu i też trzeba wyglądać, nonszalancko, „niewyspanie”, ale wciąż modnie.

 

I po drugiej stronie – Poznań. Art&Fashion w Starym Browarze, święto mody wymyślone przez Grażynę Kulczyk, czyli warsztaty i wykłady z wyjątkowo interesującymi ludźmi mody ze świata. Byli tacy, którzy krążyli przez weekend między Poznaniem, a Łodzią. Wiele osób również nie mogło uwierzyć w to, jak to możliwe, że dwie tak duże i konkurencyjne imprezy odbywają się w tym samym czasie. Rozmawiałam o tym i z jedną i z drugą stroną i nikt tu nikomu nie zrobił na złość. Chodziło wyłącznie o terminy zagranicznych gości, m.in. japońskiej projektantki Junko Koshino, na której pokaz udało mi się pojechać do Łodzi już we wtorek, żeby następnie cały weekend spędzić właśnie w Poznaniu na wykładach, m.in.z Andrew Boltonem, kuratorem najważniejszych wystaw mody w Nowym Jorku, do którego kalendarza dopasowano spotkanie w Starym Browarze. Ot, i cała tajemnica zbieżności dat.

To, co mi się podobało najbardziej na Art&Fashion poza wykładami, to ludzie!:-) Bo w sobotnie i niedzielne południa do Browaru przyszli ci, których moda rzeczywiście interesuje, którzy aktywnie brali udział w wykładach. Śmiem twierdzić, że nie było tam nikogo przypadkowego. Bardzo zaskoczyła mnie również wielkopolska punktualność! Jeśli spotkanie miało się zacząć o 12.00, to się zaczynało o 12.00 i kończyło o 13.00. punkt.

Było kilka porywających spotkań, ale dla mnie osobiście fantastyczny był wykład włoskiej dziennikarki, Diany Murek, która jest autorką bloga o inspiracjach w modzie. Diana wraz ze swoim zespołem, bo jednak nie byłaby w stanie robić tego sama, poszukuje inspiracji we współczesnych kolekcjach projektantów, wyszukując stroje, detale, wzory, połączenia kolorystyczne z ubiegłych lat nie tylko w modzie, ale także w sztuce. Czasem jej odkrycia są naprawdę zdumiewające. Udało jej się zdemaskować wielu światowych projektantów. I tak jak powiedziała, często zdarza się, że to nie są tylko inspiracje, tylko po prostu wierne kopie. Jej zdaniem, takie rzeczy nie powinny się zdarzać, bo kupując jakąś rzecz w domu mody za ciężkie pieniądze płacimy za markę, jakość, ale też za pomysł projektanta. Zapytałam ją późnej o jej relacje z projektantami, czy się jej nie boją? Odpowiedziała, że raczej nie, no może tylko Dolce&Gabbana nie zapraszają jej na swoje pokazy, bo Diana wielokrotnie udowodniła im kopiowanie innych designerów. Kogo ceni najbardziej? Zdradziła mi, że nigdy nie zdarzyło jej się znaleźć kopii w projektach Missoni czy Rodarte. Zupełnie zrozumiałe natomiast, jest dla niej kopiowanie wielkich marek przez sieciówki. Diana uważa, że korzystają na tym wszyscy, i dom mody, i sieciówka i klienci, którzy mogą sobie pozwolić na kupno ciucha np.w Zarze podobnego lub prawie identycznego do Saint Laurenta, za kilkadziesiąt złotych. Bardzo polecam jej bloga.

Fot. jakubwittchen.com

 

Fot. intothefashion.com

 

Fot. intothefashion.com

 

Kilka lat temu zrobiłam wywiad z panią Grażyną Hase, więc dobrze znałam jej historię, ale i tak z wielką przyjemnością wysłuchałam jeszcze raz i uważam, że na spotkanie z nią, powinny być zarezerwowane przynajmniej trzy godziny. Pani Grażyna nie tylko ciekawie opowiada, wtrąca anegdoty o tym jak się pracowało modelkom i projektantom w czasach PRL-u, ale też ma świetny zmysł obserwacyjny dot.naszej rzeczywistości. I tak np.opowiadała, że była bardzo mile zaskoczona, gdy dostała zaproszenie na pokaz Joanny Klimas. Poszła, podobało jej się, i pokaz i muzyka Urbaniaka na żywo, ale pani Grażyna skupiła się na modelkach i policzyła, że było ich aż 50! Rzecz niewyobrażalna w czasach PRL. Po prostu tylu modelek nie było „na stanie”, w dodatku urzędnicy nie bardzo wiedzieli, jak taki zawód traktować i często nazywali je modystkami. Dziewczyn w zawodzie było może kilkanaście, ale za to pracowały na etacie! Całe środowisko się znało i żyło jak jedna wielka rodzina. Projektantka opowiadała nam, jak to właściwie każdy pokaz mody kończył się wspólną jajecznicą na śniadaniu u kogoś w domu. A dziś nikt nie ma czasu i zaraz po pokazie każdy gdzieś pędzi, jak słusznie zauważyła pani Grażyna. Tym razem, niestety nawet ona pędziła na pociąg powrotny do Warszawy.

Fot. Jakub Wittchen

 

Fot. Arch.pryw.

 

Fot. Arch.pryw.

 

zdjęcie 14

Fot. Arch.pryw.

 

Fot. Arch.pryw.

 

Kolejne inspirujące spotkanie było z panem Jesusem Echevarrią, dyrektorem ds. komunikacji hiszpańskiej firmy Inditex, do której należą Zara, Bershka, Stradivarius, Massimo Dutti, Brandt. Dowiedziałam się, że mają aż 6104 sklepów w 86 krajach. Co roku produkują 30 000 nowych modeli (w tym 18 000 tylko dla Zary), zatrudniają 350 projektantów (z czego 280 tylko dla Zary), a nowe modele pojawiają się w sklepach dwa razy w tygodniu! To wszystko brzmi nieprawdopodobnie, ale to co pan Jesus opowiadał o pracy w firmie, brzmiało jak bajka i choćbym chciała, to jakoś nie mogę uwierzyć, że istnieją tak cudowne korporacje.

Fot. Jakub Wittchen

 

I na koniec, opowieść o wystawie mody, którą poprowadził fantastyczny Andrew Bolton, kurator wystaw w Metropolitan Museum w Nowym Jorku. To on jest autorem chyba najgłośniejszych wystaw poświęconym modzie: „Punk: chaos to couture„, „Schiaparelli and Prada: Impossible Conversations” i „Alexander McQueen: Savage Beauty„. I o tej ostatniej wystawie Andrew Bolton opowiadał w Poznaniu. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to zapraszam do obejrzenia filmu o tym wydarzeniu. Mnie spodobało się bardzo pytanie, które zadał Boltonowi nasz rodzimy kurator, Piotr Szaradowski, autor poznańskiej wystawy Francja Elegancja, który próbował się dowiedzieć ile osób pracuje przy tak dużych projektach? Andrew Bolton powiedział, że ma całą ekipę researcherów i innych ważnych osób do pomocy, ok.40 osób. A ja pomyślałam sobie, jakie to musi być przyjemne zajęcie, być kuratorem wystaw o modzie w Metropolitan Museum, gdzie każdy chce się pokazać, a słowo „niemożliwe” pewnie nie istnieje w słowniku MET.

fot. Jakub Wittchen

AF

 

Podczas gdy do góry w Słodowni odbywały się wykłady, na dole Starego Browaru trwały targi mody „Hush”. Najbardziej spodobały mi się „wycinanki” na bluzach projektowanych przez Łukasza Mrzygłoda, kolorowe płaszcze i tuniki marki „Numer” i fajne, wygodne ciuszki od est by eS.

Fot. jakubwittchen.com

 

Mam jednak nadzieję, że za rok Art&Fashion w Poznaniu nie będzie się odbywał w tym samym czasie, co stara, dobra Łódź, bo jednak troszkę tęskniłam za tamtejszą atmosferą.

 

 

 

 

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz