JAK TO BYŁO Z RÓŻAMI GALI?!

Ewa Wojciechowska; "Roze Gali ", 2005.11.28; fot. Jacek Wozniak / EPOKA

FOT. archiwum EW

Wczoraj, po raz 13. wręczono Róże Gali, a mnie naszło na wspomnienia z dawnych lat. Cofnęłam się do 2003 roku, kiedy po raz pierwszy zorganizowano, a właściwie, zorganizowaliśmy ten plebiscyt. Wówczas już od trzech lat pracowałam w Gali, gdzie redagowałam największą rubrykę towarzyską „Galaktyka“. Może niektórzy z was to pamiętają i wiedzą, że używając określenia „największa“ nie przesadzam ani trochę. Wtedy też Gala była tygodnikiem, a rubryka towarzyska liczyła minimum 10, a czasem nawet i 14 stron, które co tydzień, razem z moim redakcyjnym kolegą Pawłem Kosmalem, musieliśmy zapełnić zdjęciami z imprez, opatrzonych zabawnymi komentarzami, które (jak nam zawsze powtarzano), muszą opowiadać jakąś historię. A teraz wyobraźcie sobie, że wtedy nie było internetu! Tzn.był, ale dopiero raczkował, więc wszystkie nazwiska gwiazd, dyrektorów, prezesów, kierowników, albo znaliśmy już na pamięć, albo wertowaliśmy stosy wizytówek na naszych biurkach. [ Tu mała dygresja o naszym słynnym z ognistego temperamentu prezesie z Niemiec, dla którego rubryka towarzyska była oczkiem w głowie i zawsze to mówił, że ludzie zaczynają czytać Galę od tyłu. Pan prezes często więc kontrolował naszą pracę, szczególnie przy okazji tak wielkich wydarzeń, jak Róże Gali, na które zapraszał mnóstwo swoich znajomych. I teraz wyobraźcie sobie taką akcję: jest godzina, powiedzmy, druga w nocy, bo o tej porze zazwyczaj zamykaliśmy numer, gdy do pokoju grafików wpada prezes, przegląda zdjęcia z imprezy i zaczyna się drzeć: Where is Marcus? Jezu, blady strach pada na wszystkich w pokoju. Jaki Marcus? Ewa, Paweł, gdzie jest kurwapierdolone zdjęcie Marcusa z MontBlanc?  Jedyna możliwa odpowiedź w tym momencie, która przychodzi nam do głowy, to to, że zaraz poszukamy zdjęcia Marcusa. Wtedy dzwoniliśmy najpierw do działu reklamy, z pytaniem jak wygląda Marcus, następnie do fotografów, czy kojarzą, czy zrobili, bo to znajomy prezesa. Ok, udaje się namierzyć jedno słabe zdjęcie, na którym cholerny Marcus stoi bokiem, przy prezesie, ale jest. W przyszłości, nigdy więcej nie zdarzyła nam się taka sytuacja. Wiecie, dlaczego?;-) Na każdą imprezę, na której był prezes zamawialiśmy specjalnego fotografa na wyłączność dla prezesa, który łaził za nim jak cień i robił zdjęcie z każdym, podkreślam z każdym, z kim prezes choćby zamienił słowo. I wszyscy byli zadowoleni, a najbardziej pan prezes! Teraz można się z tego pośmiać, ale wtedy były to sytuacje mrożące krew w żyłach. ]

To były czasy, kiedy nie było też portali internetowych, na których teraz zdjęcia pojawiają się zaraz po imprezie, albo i nawet w trakcie jej trwania. Nie było też tylu programów poświęconych relacjom z imprez. Był tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny Olivier Janiak i „Co za tydzień“. Nie było też pseudo-celebrytów, zwanych przeze mnie nicobrytami, którzy dziś wciskają się na każdą ściankę. Ba! Wtedy nawet nie było ścianki! Udało mi się wygrzebać kilka zdjęć z archiwum – zwróćcie uwagę, że zdjęcia robiono wtedy w każdej sytuacji, i przy stołach z jedzeniem, i na parkiecie, i na bankiecie i nikt nie miał wtedy z tym problemu! Nie było też stylistek, które ubierały gwiazdy na imprezy. Każdy ubierał się sam.

Byli za to aktorzy, aktorki, dziennikarki, piosenkarki, które wtedy jeszcze chętnie na tych imprezach bywały, gdyż nie było ich tak dużo, jak teraz. I w tym właśnie momencie, narodzin nowego polskiego show-biznesu, powstały Róże Gali. Pamiętam chwile, kiedy w redakcji wymyślaliśmy nazwę plebiscytu. Ówczesna redaktor naczelna, fantastyczna kobieta Alicja Resich-Modlińska zrobiła zebranie w swoim gabinecie i się naradzaliśmy, głowiliśmy, myśleliśmy, jaka nazwa najlepiej odda charakter pisma i charakter nagrody. Róże Gali od początku wymyśliła pani Alicja i tak zostało do dziś. To miały być wyróżnienia za piękno zewnętrzne i wewnętrzne i talent.

Pierwsza edycja Róż była tak naprawdę wielką niewiadomą i dużym stresem dla całej redakcji. Róże wręczono w hotelu Marriott i niestety, nie byłam w stanie odnaleźć zdjęcia laureatów :-(  Pamiętam, że na pewno te pierwsze Róże trafiły do Jolanty Kwaśniewskiej, Joanny Brodzik i Eweliny Flinty. Ale w porównaniu do późniejszych edycji, które odbywały się w Teatrze Narodowym, ta pierwsza impreza była naprawdę skromna. Za to na drugiej, trzeciej, czwartej już się rozkręciliśmy! Druga edycja Róż odbyła się w hotelu Westin, a galę poprowadzili nasi redakcyjni koledzy – Dorota Wellman i Marcin Prokop. Z tego co pamiętam, była to ich pierwsza wspólnie poprowadzona impreza. Od razu między nimi zaiskrzyło, w sensie zawodowego profesjonalizmu i ogromnego poczucia humoru. Prosto z USA przyleciała przepiękna Izabela Scorupco, która odebrała honorową Różę i od razu powiało wielkim światem. Ech, tak patrząc z perspektywy…, to były naprawdę piękne czasy! Ale cieszę się bardzo, że Róże cały czas tak rozkwitają.

ZDJĘCIA Z DRUGIEJ EDYCJI RÓŻ GALI W 2004 ROKU

nasze-najpiekniejsze-roza-roz-495_l

FOT. archiwum

moja-droga-stanowczo-za-rzadko-496_l

FOT. archiwum

o-czym-moga-rozmawiac-malgorzata-497_l

FOT. archiwum

dziennikarze-gali-w-roli-gospodarzy-492_l

FOT. archiwum

idzie-mlodosc-przyszlosc-i-498_l

FOT. archiwum

Joanna Horodynska, Ewa Wojciechowska; "Roze Gali ", 2005.11.28; fot. Jacek Wozniak / EPOKA

FOT. archiwum EW

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz