MALANŻERIA, CZYLI WIELKI ŚWIAT, KUCHENNY BLAT WARSZAWKI

melanzeria_300dpi

Kiedy dziesięć lat temu pracowałyśmy z Ewą (Wojciechowską) w Gali i zapełniałyśmy tekstem i zdjęciami ostatnie, elegancko czarne strony tego tygodnika, do naszych służbowych obowiązków należało chadzanie na wszelkiego rodzaju imprezy. Nie były to li tylko bale i rauty, aukcje sztuki i operowe premiery, czy choćby pokazy mody i promocje książek. To dałoby się jeszcze znieść, nawet pięć razy w tygodniu, bo tak gęsto zwykle zapełniony był nasz służbowy kalendarz. Niestety zapełniony nie tylko tym. Bo tam, gdzie kończył się ten Wielki Świat, zaczynała się Proza Życia, impreza branżowa i promocja podpasek czy rajstop. Nie znosiłam tego szczerze i mam podejrzenia, że Ewa również. Po latach, a dokładnie na początku tego roku, gdy pisałam moją nową powieść „Melanżeria” zrozumiałam, że wszystko w zawodowym życiu ma swój sens, bo przymglone wspomnienia tamtych branżowych imprez pozwoliły mi napisać przynajmniej jeden rozdział nowej książki. Nieprzypadkowo zamieszczony jest on poniżej – zapraszam do lektury i zapewniam, że moja powieść dotyczy tak naprawdę zupełnie innych spraw niż korporacyjne eventy nad Zalewem Zegrzyńskim.

Autorka książki Anna Klara Majewska z Agatą Młynarską podczas imprezy promocyjnej „Melanżerii”, 23.09.2016

agakla

To opowieść o odmienności, kłamstwie i konfrontacji ze śmiercią. Portret pokolenia, które z hukiem wchodziło w dorosłość w trudnym okresie transformacji, a dwadzieścia lat później życie wystawiło im rachunek. To powieść na jedną, intensywną noc, bo to książka, którą chce się od razu przeczytać do końca.

melanzeria_300dpi

 

SPECJALNIE DLA WAS FRAGMENT KSIĄŻKI WYBRANY PRZEZ AUTORKĘ!

Anna Klara Majewska

„Melanżeria”

Wrzesień 2005 roku, nad Zalewem Zegrzyńskim

W końcu dała się przekonać. „Będzie wypas na maksa jak nigdy dotąd!” – obiecywali. Za tyle kasy zrobią jej Little Italy. Wenecja, Sycylia, Milano, Roma, co tylko szanowna pani Izabela sobie życzy! Scenografia przyjedzie z Teatru Wielkiego, statyści w białych rajtuzach ze szkoły baletowej, a wodami Zalewu Zegrzyńskiego popłyną prawdziwi gondolierzy z łapanki. O sole mio, jak nic! Klienci Izy posikają się z wrażenia, a Gigi poprowadzi imprezę profesjonalnie jak w telewizorze. Wiadomo, że wszystkie baby za nim szaleją, klientki też. To będzie normalnie Pod słońcem Toskanii w wersji 3D i full romantic.

Iza protestuje, że nowa linia kosmetyków nazywa się „Słońce Italii”, nie żadnej Toskanii, a targetem są kobiety czterdzieści plus, które mogą na chłopców w rajtuzach nie polecieć. Ale Brajan uspokaja, że to nie szkodzi, ważne, że im się to będzie dobrze kojarzyło z filmem, na którym zapewne poryczały się ze wzruszenia. A i tak kluczowe są pizza, krewetki i dużo wódki! Umowa podpisana, budżet klepnięty, to i na wypasione spa dla Izy starczy, żeby po tym wszystkim należycie się zrelaksowała.

Gdy biała limuzyna wiezie ją nad zalew, Iza czuje, że sięgnęła gwiazd. W hotelowym apartamencie czekają na nią belgijskie pralinki, egzotyczne owoce, schłodzony szampan i stylista z wieczorową suknią z najnowszej kolekcji Versace. Dary dla Isabelle. Tak, to wszystko dla niej, jest tego warta, Tomek uśmiecha się zadowolony, nawet suknię będzie mogła sobie zatrzymać, bo wrzucą to w koszty, a tymczasem wizażysta zrobi ją na bóstwo, żeby w pełnej krasie mogła przywitać gości. Iza nie chce takich drogich prezentów, bo wyleci za to z pracy, ale Tomi tylko puszcza oko: Nie takie rzeczy w życiu zakombinował. Godzinę później Iza, wyszykowana jak na własny ślub, schodzi do lobby.

– No, kurwa, wyglądasz po prostu zajebiście! – krzyczy Brajan i dodaje mimochodem, że odwołali gondolierów, bo jest za zimno, zresztą zalewu i tak z okien nie widać, to pies ich trącał.

Iza rozgląda się po sali, która według niej prezentuje się zbyt skromnie, a już na pewno nie przypomina słonecznej Italii. Proponuje, żeby pustą przestrzeń wypełnić balonami w kolorach włoskiej flagi. Tomek kręci głową, że nie jest w stanie wytrzasnąć balonów na tym zadupiu, i pociesza ją, że jakoś to będzie. Iza spostrzega również brak chłopców ze szkoły baletowej, którzy byli ujęci w kosztorysie.

– Oj tam, chuj z nimi! To jakieś grosze były. Ładny mam smoking? Dolce Gabbana! Tomek też ma taki, ale biały, widziałaś? – Brajan zręcznie zmienia temat i już się rozpromienia, bo właśnie spada mu z nieba Gigi. – Poznajcie się, kochani!

Gigi, połyskujący srebrnym garniturem i zębami bielszymi niż biel, wita się z Izą jak z dobrą znajomą. Gdyby matka widziała ją całującą się z gwiazdą telewizji! Nadstawia policzek do kolejnego buziaka, może akurat ktoś zrobi im zdjęcie. Fotograf wyrasta jak spod ziemi, Iza promienieje.

Do Gigi ustawia się kolejka kobiet. Gdy wreszcie złączą się z nim w niezgrabnym uścisku i zastygną przed obiektywem w krzywym uśmiechu, gdy błysną flesze, one, właścicielki hurtowni, kierowniczki drogerii i przedstawicielki sieci handlowych, staną się celebrytkami, choćby na tę jedną, magiczną chwilę. A na zawsze pozostaną im miłe wspomnienia i wzmianka w branżowej gazecie. Iza jest szczęśliwa, Gigi okazał się wart tych pieniędzy.

– No widzisz! Wszystko się udało! To teraz się napij! Na trzeźwo możesz tej imprezy nie wytrzymać! Dopiero się rozkręcamy. – Tomek podaje Izie spory kieliszek wódki i przeprasza, bo musi lecieć załatwić większe talerze. Jej klientki są niezadowolone, że nie ma bufetu, a przecież ostrzegał, że tak się to skończy. Finger food to nie dla Polaków, nasze społeczeństwo wciąż jeszcze nie dojrzało do światowych standardów – tak gdzieś kiedyś czytał. „Te baby przychodzą się tu nażreć” – mówi i wskazuje na grubaskę balansującą nad górą krewetkowych szaszłyczków na porcelanowym spodku.

– Izka, chodź tu do nas! – drze się Brajan z końca sali. Stoi tam otoczony wianuszkiem głośnych, rozbawionych kobiet. Przedstawia im Izę, „panią derektor”, a potem prezentuje jej wszystkie stojące z nim panie. Z niektórymi jest już po imieniu, z innymi zaraz będzie. Opowiada dwuznaczne kawały i robi niedwuznaczne propozycje. Kobiety rechocą, dostają wypieków i błysku w oku, Brajan puszy się i rozkwita.

– A pani – zwraca się nagle do największej brzyduli – pani jest taka seksowna, że normalnie nie mogę! Jeszcze nigdy nie widziałem takiej gorącej laski. Normalnie mam ochotę na seks z tobą. – Liże ją po uchu.

Iza chciałaby się teraz zapaść pod ziemię i kanałami wrócić do Warszawy. Wycofuje się ukradkiem i biegnie do Tomka na skargę. Ale on spokojnie tłumaczy, że nic się takiego nie stało. Brajan tak ma, jak się najara. Wtedy bywa czasem hetero, ale rano mu przechodzi. A poza tym to była naczelna „Świata Kosmetyków”, fachowo zerżnie ją w pokoju, i tyle. Będzie zadowolona, więc szanse na gratisową rozkładówkę dla Izy wzrosną.

 

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz