MOJE WSPOMNIENIE O ANI PRZYBYLSKIEJ

TOP TEN Plejada

Wczoraj na moim profilu na Instagramie, ktoś zapytał mnie, jaka Ania była prywatnie? Uświadomiłam sobie wtedy, że nie było dwóch Ań – tej prywatnej i tej medialnej. Ania była zawsze taka sama. Radosna, roześmiana, rozgadana. Jeśli już godziła się na wywiad przed kamerami, to nikogo nie udawała, nie siedziała sztywno, tylko jak zwykle dużo mówiła i dużo gestykulowała, ale zawsze powtarzała, że jest bardzo niecierpliwa, że nie potrafi usiedzieć w miejscu pięciu minut.

Wulkan energii, kobieta która potrafiła żartować i śmiać się ze wszystkiego i kiedy tylko pojawiała się w pokoju, rozśmieszała wszystkich i wszystkim udzielał się jej optymizm i pogoda ducha . Ale mimo tej otwartości i szczerości, jasno stawiała granicę między swoim życiem zawodowym w błysku fleszy, a swoim życiem rodzinnym. Dom to była jej twierdza i bardzo nie lubiła, gdy ktoś przekraczał tę cienką granicę i próbował dowiedzieć się „czegoś więcej“. To dlatego tak ostro walczyła z paparazzi broniąc swojej prywatności.

Ania nigdy nie była celebrytką. Kompletnie nie interesowało jej bywanie dla bywania. Na czerwonym dywanie pojawiała się tylko w konkretnym celu: albo promowała swój nowy film, albo odbierała nagrodę albo reklamowała kosmetyki Astor, z którymi była związana kontraktem ponad 7 lat!

Pierwszy raz poznałyśmy się właśnie na planie zdjęciowym do nowej kampanii Astora. Ania wyglądała zjawiskowo, chociaż kilka miesięcy wcześniej została mamą po raz trzeci. Wiadome było od dawna, że dla niej dzieci i rodzina są najważniejsze. Zapytałam ją więc czy będąc w domu nie tęskni za planem filmowym?

„To nie jest tak, że siedząc w domu z dziećmi , tęsknię za planem. Wydaje mi się, że ta różnorodność jest fajna. Widzę, że na szczęście jest coraz więcej aktorek, które mają dzieci. Jednego dnia jesteśmy królowymi domu, a drugiego królowymi ekranu czy teatru i możemy się w ten sposób spełniać“.

Ania miała też ogromny dystans do siebie i do wszystkich nagród i tytułów Najpiękniejszych, Najseksowniejszych, Najbardziej pożądanych. Pamiętam jak do niej zadzwoniłam rok temu w lipcu, żeby porozmawiać o jej  ostatnim filmie „Bilet na księżyc“. Jej managerka Gosia Rudowska odebrała telefon i mówi, że już podaje Anię.

–      Halo?! – zapytała Ania swoją słynną chrypką.

–      Dzień Dobry, czy ja rozmawiam z najseksowniejszą, najpiękniejszą i najbardziej pożądaną Polką? – zapytałam.

–      Hahhahahaahah (głośny śmiech Anki) – Ech, moja droga, to już nie jest takie proste. Te małolaty mnie doganiają, ta Żmuda Trzebiatowska taka śliczna …

A wcześniej podczas jednego z naszych wywiadów, kiedy zapytałam ją szczerze, co myśli o wygranych w tych wszystkich rankingach, odpowiedziała mi tak:

„Rankingi to jest jedno, ale zdecydowanie bardziej cieszą mnie takie ludzkie, zwyczajne objawy sympatii, z którymi spotykam się na co dzień na ulicy. Ostatnio kiedy spacerowałam z wózkiem, jakiś starszy pan, który zupełnie mnie nie rozpoznał, powiedział: Boże, jak pani fajnie wygląda z tym dzieckiem, jak cudownie być matką.

Działam tak na ludzi, że oni się uśmiechają. Wieczorem, jak tak sobie o tym myślę, to nie wiem czym sobie na to zasłużyłam. Może tą moją normalnością? Staram się żyć jak każdy, normalny człowiek“ – powiedziała mi wtedy.

Ostatni wywiad robiłyśmy podczas Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach, w lipcu 2013 roku, gdy Ania odsłoniła swoją dłoń w Alei Sław i była bardzo wzruszona tym wyróżnieniem.

Festiwal Gwiazd Miêdzyzdroje 2012

„Kiedy jako młoda dziewczyna poszłam na pierwszy casting, marzyłam żeby zagrać chociaż jedną scenę, a moje życie potoczyło się tak, że zagrałam u boku najwybitniejszych polskich aktorów.  Kurczę! Ja powinnam odbierać te wszystkie nagrody za dzięsiąt lat, czyli spijać tę pianę i odcinać kupony, a to się dzieje teraz, kiedy ja dopiero nabieram rozpędu“ – opowiadała mi rok temu….

Festiwal Gwiazd Miêdzyzdroje 2012

Ale nasze ostatnie spotkanie było tak dziwne, tak abstrakcyjne, było jak sen. Wiedziałam już, że Ania jest bardzo chora. Był chłodny dzień, koniec marca tego roku. Odwiedziły mnie koleżanki z Bydgoszczy i wybrałyśmy się na spacer na warszawską Starówkę, gdzie bywam bardzo rzadko. I nagle, na Placu Zamkowym wprost na mnie idzie i uśmiecha się śliczna dziewczyna. Miała na sobie turkusowy płaszczyk, kapelusz i długie blond włosy. Wyglądała na 15 lat. Nie poznałam jej. Dopiero jak się odezwała i jak zwykle uśmiechnęła tym swoim zniewalającym uśmiechem. W ręku trzymała jakieś papiery i śmiałyśmy się, że wygląda jak zagubiona turystka w stolicy. Zapytałam, czy w czymś jej pomóc, czy ją gdzieś podwieźć? A ona powiedziała: „Nie, nie, nie trzeba, poradzę sobie“. I to była cała ona. Nigdy nie oczekiwała, że ktoś jej będzie pomagał. Zawsze ze wszystkim radziła sobie sama. Podświadomie czułam, że widzimy się po raz ostatni…

Sylwetki gwiazd: Anna Przybylska

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz