OSSOLIŃSKI POD WYSOKIM NAPIĘCIEM

Ginkgo Biloba

Fot. Ginkgo Biloba Leaves; Author James Field (CC)

Żadnych zdjęć. Żadnych kamer. Tylko moda. To pierwszy taki pokaz w polskim show-biznesie!

Dzięki Tomaszowi Ossolińskiemu po wielu latach mogłem ponownie gościć w absolutnie wyjątkowym miejscu, w hali Laboratorium Wysokich Napięć Instytutu Energetyki. Wyjątkowość tego miejsca polega na tym, że naukowcy potrafią tam generować coś co ja mogę tylko opisać jako pioruny i pewnie jeszcze mnóstwo innych wyjątkowych zjawisk fizycznych, których nazywania się nie podejmuję. Z radością podejmę się opisania wszystkich innych wyjątkowości ostatniego wieczoru września.

Lubię Tomka interpretację otaczającego nas świata wyrażaną w jego projektach i każdy jego pokaz jest dla mnie wyjątkowym wydarzeniem poprzedzonym oczekiwaniem, a zakończonym uznaniem i podziwem. Pod tym względem nic wyjątkowego się nie wydarzyło. Projekty na wiosnę/lato 2014 były proste, wykonane z perfekcyjną starannością dopełniające urodę kobiet, które będą miały szczęcie je nosić, a każde z zaledwie kilku zaprezentowanych męskich ubrań mógłbym nosić codziennie, czyniąc codzienność wyjątkową. Moim marzeniem stał się czarno-biały garnitur z motywem przypominającym liście miłorzębu japońskiego. Kształt liści tego naturalnie rosnącego tylko w Chinach drzewa, w moim odczuciu, łączył całą kolekcję. Pełen swobodnej elegancji mógł być natchnieniem do fasonów projektów, a jego faktura do doboru materiałów. Miłorząb o tej porze roku traci zielony kolor na rzecz żółtego. Tomasz w swojej kolekcji zdecydował się na oszczędność kolorów przełamaną pojedynczymi modelami jak na przykład rubinowym garniturem.

Korzystając z wyjątkowości hali, autorzy pokazu wykorzystali wysoką na około dwadzieścia metrów konstrukcję z rur, skąd na środek sceny wokół której chodzili modele, lała się woda, szumem dopełniając muzykę.

Projektant podjął też wyjątkową decyzję jeśli chodzi o dobór gości, a szczególnie przedstawicieli mediów. Na przekór panującemu trendowi organizacji wydarzeń transmitowanych w Internecie, oraz starannie dokumentowanych przez dziesiątki fotoreporterów zawodowych i amatorskich, którymi stają się niemal wszyscy goście pokazów, tym razem organizatorzy zaprosili tylko kilku fotografów, żadnych ekip telewizyjnych, a tuż przed rozpoczęciem pokazu poprosili gości o nierejestrowanie pokazu. Wyjątkowo nie odbyła się walka o miejsca siedzące, bo wszyscy zaproszeni mogli znaleźć dla siebie krzesło. Wyjątkowo nie było przeprowadzanych na każdym kroku wywiadów i mini sesji z celebrytami tratującymi innych zainteresowanych pokazem. Wyjątkowo gośćmi tego wieczoru byli ci, którzy są rzeczywiście zainteresowani modą lub chcieli świętować z Tomaszem dwudziestolecie jego pasji.

Najlepszym podsumowaniem całego wydarzenia będzie cytat zaprzyjaźnionej kostiumolog – Anny Męczyńskiej: „No to pokazał, kto tu rządzi”.

Tomasz – gratuluję wyjątkowego wydarzenia, wspaniałej kolekcji i życzę kolejnych twórczych dwudziestu lat.

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 3

    1. Maryla pisze:

      no i gitara gra

      Lubię(2)Nie lubię(0)
    2. Anna pisze:

      To jest jakaś dzika i niezrozumiała fanaberia projektanta. Moda to jest czasami show biznes, ale przede wszystkim to BIZNES. Na tym się na świecie zarabia. Jaki ma sens robienie pokazu bez zdjęć, relacji??? Kolekcja ma się sprzedać. A jak się sprzeda skoro nie ma promocji? Mam wrażenie, że T. Ossoliński chce udowodnić, że mieszka w jakiejś bańce, do której tylko on ma dostęp. Spuść Waćpan to powietrze, spuść...

      Lubię(3)Nie lubię(2)
    3. Szymon pisze:

      @Anna, w 100% zgadzam się że moda to biznes i myślę że tak powinna być traktowana. Uważam że właśnie dlatego Tomka decyzja była bardzo odważna a może i ryzykowna ale samo wydarzenie na tym zyskało, kolekcja była zdecydowanie na pierwszym planie i a brak lamp błyskowych "w twrzach" osób z pierwszego rzędu tworzył coś w rodzaju elegancji. Co do biznesu to gdybym był odpowiedzialny za promocje marki Ossoliński to wszystkie redakcje (małe i duże, drukowane i online'owe) zainteresowane modą otrzymałyby kilka godzin po pokazie zestaw zdjęć: lookbook'owych i z pokazu, wypowiedź Tomasza na temat kolekcji w wersji drukowanej i video, a w ciągu kolejnych 48 godzin zostałby udostępniony film z pokazu, making-of oraz "setki" z wybranymi gośćmi, niestety wygląda na to że w tym wypadku tzw promocja działa inaczej :-(

      Lubię(2)Nie lubię(0)

    Dodaj komentarz