PIJE KUBA DO TOMASZA, CZYLI LUDZIE LISTY PISZĄ

Newsweek 6/14

Chociaż za oknem zima, to jednak w niedzielny, lutowy wieczór temperatura w internecie rosła w błyskawicznym tempie, a stosunki pomiędzy dziennikarzami: Kubą Wojewódzkim i Tomaszem Lisem pokrywała coraz grubsza warstwa lodu.

Dynamiczne zjawiska w sieci spowodowane były reakcją Kuby Wojewódzkiego na owoce jego współpracy z Tomaszem Lisem widoczne na okładce i w sesji zamieszczonej w Newsweeku 6/14.

Wojewódzki wyraził swoje niezadowolenie w tzw. liście otwartym do Tomasza Lisa, który zamieścił na swoim fanpage’u na facebooku. Z listu dowiadujemy się, że Kuba Wojewódzki wraz z Mikołajem Lizutem mieli napisać artykuł na temat chamstwa w mediach oraz być bohaterami okładki. Sesja zdjęciowa, zdaniem autora listu, to strata czasu i energii, ale wyjątkowo zgodził się na ten tytaniczny trud. Dowiadujemy się też, że naczelny „Newsweeka” miał poprosić króla TVN-u o to, by on sam był na okładce, na Kuba się nie zgodził. Potem następuje lista mniej lub bardziej eufemistycznych ocen Lisa okraszona retorycznymi pytaniami, czy mu fajnie z tym jak się zachowuje i jak nazwie swoje zachowanie.

Zalew krokodylich łez wylewanych przez Wojewódzkiego kończy moralizatorska kwestia: „Z licznych linii podziałów w naszym kraju osobiście uważam, że ta jedna jest najważniejsza. Linia podziału na takich, co mają zasady i na takich co mają je, na miarę potrzeb.”

Który jest po której stronie to już kwestia oceny każdego z czytelników tego dzieła epistolografii. Dla mnie to bez większego znaczenia, bo widzę jeszcze jedną i to w takich sprawach chyba ważniejszą linię, dzieląca na tych, co liczą się z konsekwencjami swoich działań i na tych, którzy tego nie robią.

Mam na myśli konsekwencje występowania w sesjach zdjęciowych, udzielania wywiadów, czy uczestnictwie w programach. W polskim światku szołbiznesu utarło się, że każde zdjęcie, każde słowo czy grymas podlegają autoryzacji i gwiazda ostatecznie decyduje, co ma zostać opublikowane, a co nie. A czy ta gwiazda idąc na sesję czy wywiad, nie myślała o tym co mówi, jak wygląda, czy jak się zachowuję? A jeśli myślała, to może trzeba wziąć za to odpowiedzialność? Niejednokrotnie słyszałem do dziennikarzy radość po przeprowadzonym wywiadzie, że taki szczery, że taki osobisty, a po autoryzacji zostawała tylko informacja prasowa o najnowszych przedsięwzięciach zawodowych. Na całym świecie kiedy tzw. osoba publiczna zgadza się na sesję zdjęciową, to musi liczyć się z tym, że opublikowane zostanie jedno z setek zrobionych zdjęć i dlatego kiedy tylko słychać dźwięk lamp błyskowych i migawki to bohater sesji jest na 100% gotowy na okładkę. Zresztą tak samo jest z polskimi politykami, ich nikt nie pyta o autoryzację, a często niezręczne wypowiedzi przeważają szalę wyborczej popularności.

Najwyższy czas panie i panowie gwiazdorzy, celebryci i inni wypowiadający się na tzw. łamach eksperci, zacząć brać odpowiedzialność za swoje słowa i czyny. Oczywiście w tej konkretnej sprawie zadziwiające jest to, że Wojewódzki po tylu latach w biznesie, który pod wieloma względami sam brutalizuje, nie wpadł na pomysł zawarcia z Lisem umowy opisującej co, kto, komu i za co.

Z pewnością wszystkie zawiłości tej “współpracy” panowie wyjaśnią sobie w swoich programach telewizyjnych! Czekamy zatem na wizytę Lisa u Wojewódzkiego i Wojewódzkiego u Lisa.

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz