PREMIERA FILMU „ZBLIŻENIA” MAGDALENY PIEKORZ

Joanna Orleanska i Lukasz Simlat w scenie z filmu Zblizenia, fot. Adam Golec

„Nie płacz, przecież nic się nie stało”. „Lepiej nie wychodź z domu, wszędzie czyha niebezpieczeństwo”. Dziecko, jak Ty sobie dasz radę, tak źle się teraz dzieje.” „Załóż czapkę, bo się przeziębisz.”

Chyba trudno byłoby znaleźć kogoś, kto mimo doroslego wieku nie słyszał od swoich rodziców jednej z tych lub podobnych, pozornie troskliwych, wypowiedzi. W gruncie rzeczy są one pełne ocen, braku zaufania czy wiary w możliwości dziecka, które przecież samodzielnie musi próbować, odkrywać świat, odnosić porażki i zwycięstwa. Ta samodzielność pozwala na rozwój i zdrowe rozdzielenie od rodzica, by jako dorosła osoba pisać własny scenariusz życia. Niestety świat nie jest idealny, a relacje dzieci z rodzicami pełne są ciemnych zakamarków. Te zakamarki kolejny raz stały się tematem filmu Magdaleny Piekorz, która po „Pręgach” o trudnościach pomiędzy ojcem i synem, w najnowszym filmie „Zbliżenia” próbuje zgłębić zawiłości relacji dorosłej córki z matką. W dialogach czy uczuciach bohaterów wielu widzów dostrzeże podobieństwo do ich doświadczeń w relacjach z matkami, czy też manipulację przez rodziców życiowego partnera Marty, granej przez Joannę Orleańską.

Film Piekorz, podobnie jak poprzednie zrobiony jest ze starannością, sceny są minimalistyczne ale i gęste, bohaterowie wyjątkowi w swoich zajęciach, ale i uniwersalni w uczuciach, akcja dzieje się dziś, ale problem jest wyjątkowo ponadczasowy. Obsada filmu bez wątpienia jest jego wyjątkowo mocną stroną, główne role matki i córki odtwarzają Ewa Wiśniewska i Joanna Orleańska, Łukasz Simlat wciela się w postać męża, 37-letniej dziewczynki, a epizody Andrzeja Seweryna, czy Henryka Talara pokazują jak wiele można zagrać w kilka minut, jeśli tylko wybitny aktor wyrwie się spod kontroli reżysera. Podobieństw z „Pręgami” czy „Sennością” jest bez liku, reżyserka konsekwentnie kroczy obraną przez siebie drogą artystyczną. Dzięki tej konsekwencji widzowie, którzy zachwycili się wcześniejszymi filmami i tym razem wyjdą z kin z podobnymi odczuciami.

Jeśli jednak w poprzednich filmach Piekorz mieliście wrażenie, że postaci są przewidywalne, ich rozterki pokazane powierzchownie, a reżyserka bardzo chce się zmierzyć z problemem, ale finalnie tylko zerka pod plaster, to i tym razem to wrażenie będzie wam towarzyszyło po wyjściu z kina. W wywiadzie udzielonym miesięcznikowi „Uroda życia” reżyserka mówi: „Robię takie filmy, bo wierzę, że kino psychologiczne ma rację bytu, kiedy prowokuje, uczula. Jeśli mogę wbić kij w mrowisko, wbijam go.” Fakt, Piekorz drugi raz mierzy się z polską świętością instytucji rodzica, a na dodatek tym razem instytucją Matki Polki, ale w 2014 już większość widzów wie, że rodzic wcale nie musi być jednowymiarowo dobry, że pomimo najlepszych chęci rodzice często krzywdzą dzieci zwątpieniem, lękiem czy tzw. nadopiekuńczością. Dziś to nie jest już kij w mrowisko, a od kina psychologicznego oczekuję bliższego spotkania z bohaterami i ich przeżyciami.

mw_20141021_01_140

FOT. MWMEDIA

mw_20141021_01_35

FOT. MWMEDIA

mw_20141021_01_20

FOT. MWMEDIA

mw_20141021_01_27

FOT. MWMEDIA

"Zbliżenia" plakat

Zblizenia_6479417Zblizenia_64794196240e11c

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz