TROCHĘ ZA PÓŹNO, PANIE MACIEJU!

20130812-160206.jpg

Maciej Stuhr się zdenerwował i to bardzo. Wcale mu się nie dziwię. Też bym nie chciała, żeby moje dziecko płakało przez bzdury w gazetach i też bym nie chciała, żeby każdy mój krok był śledzony przez paparazzi.
Tylko, troszkę za późno, panie Macieju!

Maciej Stuhr znakomitym aktorem jest. Bez dyskusji. Fantastyczne role w świetnych filmach. Nagrody, uznanie, popularność. Przy okazji, młody Stuhr jest najdroższym polskim konferansjerem – 40 tysięcy za poprowadzenie jednej imprezy. Ma też na koncie kilka reklam i … żadnych skandali, nie licząc afery po „Pokłosiu”.
Do tego, wyjątkowo normalne, ustabilizowane życie prywatne. Ta sama żona od 10 lat, jedna córka. Żadnych sesji okładkowych i wywiadów o wielkiej miłości i szczęściu. Właściwie żadnych informacji o życiu prywatnym. To powoduje lawinę domysłów i plotek. Kiedy kilka tygodni temu, gruchnęła wieść, że „podobno Stuhrowie się rozstali”, „że podobno Samanta jest w ciąży z innym mężczyzną”, a „podobno Maciej Stuhr układa sobie życie z inną kobietą”, dziennikarze kolorowych pism nie wiedzieli, co z tym fantem zrobić. Telefon milczał jak zaklęty. Wszyscy mamy prawo do prywatności, gwiazdy również. Pewnie i Maciej Stuhr chciał z niego skorzystać. Ale po 20 latach kariery w show-biznesie, powinien być świadomy, że największą pożywką dla sensacji jest tajemnica. Wiem, że od kilku tygodni wielu dziennikarzy próbowało się skontaktować z kimkolwiek z otoczenia Stuhra, ale ani jego managerka, którą jest (notabene) siostra Samanty, ani Maciej ani Samanta nie chcieli komentować tej sytuacji. Wszyscy schowali głowy w piasek. Moim zdaniem, wystarczyło wysłać jedno krótkie pismo/oświadczenie do mediów: Tak, rozstaliśmy się. Prosimy o uszanowanie naszej prywatności i zaprzestanie pisania o naszym życiu prywatnym. Dziękuję. Gwarantuję, że nie trzeba by było udzielać nieprzystającego do Macieja Stuhra wywiadu w tygodniku „Newsweek” narzekając na wydawców brukowców, którzy zarabiają kokosy na taniej sensacji, po raz kolejny im te kokosy przynosząc! Wydawca Newseeka i Faktu to dokładnie ta sama firma.

Przypomniała mi się podobna sytuacja sprzed dwóch lat. Mateusz Damięcki, młody, zdolny aktor podobno miał się rozwodzić trzy miesiące po ślubie. Pracowałam wówczas w serwisie Plejada, który działał na innych zasadach niż dziś, tzn.zanim coś napisaliśmy, sprawdzaliśmy informacje u źródła. Zadzwoniłam więc do managerki Mateusza, którą jest (notabene) jego matka i zapytałam, czy to prawda, co podaje jeden z brukowców, że Mateusz jest w trakcie rozwodu? „Nie, to nieprawda, proszę panią. Mateusz już jest po rozwodzie”. Krótko i na temat. Była żona Mateusza też już miała nowego partnera, ale media nie zrobiły z niej „prostytutki”, jak Maciej Stuhr raczył określić lincz na swojej żonie.

Będąc osobą publiczną, występując w mediach, udzielając wywiadów, nie można odciąć jak nożem swojego prywatnego kawałka tortu. Tort jest, niestety wspólny, ale to gwiazdy częstują nim media i decydują jaki kawałek komu przypadnie.

Ale nie jestem pewna, po przeczytaniu wywiadu z Maciejem Stuhrem w Newsweeku, kto tym razem spije śmietankę?

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czerwony Dywan i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 3

    1. Renata pisze:

      Szkoda mi całej rodziny państwa Stuhrów, ale Ewo, przyznaję Ci rację! Trafiłaś w sedno!

      Lubię(1)Nie lubię(0)
    2. Mariola pisze:

      Droga Ewo,
      Czytając Twój komentarz do artykułu w Newsweeku zastanawiam się, czy pisząc go, nie zapomniałaś przypadkiem na chwilę o realiach polskich tabloidów. Na prawdę wierzysz w to, że krótkie oświadczenie Pana Macieja wystarczyłoby, aby zamknąć w klatce wygłodniałe ogary sensacji? To tak, jakby uwierzyć, że po przyznaniu się Matki małej Madzi do tego co zrobiła, wszystkie media jej odpuszczą i dadzą wymiarowi sprawiedliwości dokonać swojego dzieła bez błysku fleszy. W mniemaniu tabloidów, to byłoby niedopuszczalne. Kto odpuściłby kulisy procesu rozwodowego, kto nie zająłby się tym, z kim się spotykają rozwodnicy, kto nie próbowałby dowiedzieć się, jakie są ich dalsze losy i o "zgrozo" - co dzieje się z ich dziećmi. Każdy taki temat jest eksploatowany do granic możliwości. Nie zależnie od tego, czy sam zainteresowany próbuje to ukryć, wydaje oświadczenie czy też otwiera się na media. Zgadzam się z jednym co napisałaś. Tajemnica zebrała srogie żniwo. Jednak to nie fakt tajemnicy nakręcił cały temat. Moim zdaniem to ludzie, którzy od tygodni nie mogli przebić się przez mur prywatności Pana Macieja, postanowili wykurzyć lisa z nory. Pomyśleli "Nie chce mówić, to go złamiemy. Sprawimy, że będzie chciał. Będzie musiał. Dementować, prostować, wyjaśniać. W końcu go dopadniemy. Czy tego chce, czy nie". To bardzo stara technika, znana od wieków. Coraz powszechniejsza również wśród tabloidów. Wielokrotnie stosowana już względem tzw. gwiazd i celebrytów. Szkoda tylko, że przyzwyczajacie ludzi do tego typu sensacji. Dajecie im poczucie, że warto nachalnie interesować się życiem innych ludzi. Wtrącać się w ich sprawy. Węszyć. Rozmawiać o ich potknięciach i szukać w tym sensacji. Dajecie im zepsute mięso, a oni są głodni i chcą go coraz więcej. Żyją tymi na wpół zmyślonymi historiami. Do czego to doprowadzi? Ostatnio pewna 14-latka popełniła samobójstwo, ponieważ rówieśnicy naśmiewali się z niej, dręczyli ją i niszczyli jej poczucie bezpieczeństwa za pomocą internetu. Granica jest cienka. Dotyczy to również mediów.

      Lubię(1)Nie lubię(0)
    3. Mariola, w przypadku Mateusza Damięckiego to naprawdę zadziałało. Media żyły "newsem" o rozwodzie może tydzień, może krócej. Tymczasem Maciej Stuhr najpierw uciekał, następnie się obraził, aż udzielił szokującego wywiadu w "Newsweeku", a wczoraj publicznie całował się z nową partnerką, będąc mężem Samanty. Przyznasz, że można się pogubić w tej telenoweli ?

      Lubię(2)Nie lubię(0)

    Dodaj komentarz