KAMBODŻA – UŚMIECHNIĘTY KRAJ

dzieci20

Po wyjściu z samolotu poczułam palące promienie słońca na twarzy. Kambodża, nareszcie! – pomyślałam po wycieńczającej podróży.

TEKST I ZDJĘCIA: PAULA BLAKE, KAMBODŻA

Pierwsze godziny w Kambodży nie różniły się zbytnio od żadnej z moich dotychczasowych azjatyckich wypraw. Zatłoczone miasto, przepełnione pędzącymi bez jakiegokolwiek ładu i składu taksówkami, rikszami i motorowerami. Jednak i w tym szaleństwie jest jakaś reguła. Wyskakuję z taksówki prosto w żywe mrowisko ludzi. Jest środek pory deszczowej, więc stojąc po kostki w wodzie rozglądam się nerwowo czy dotarłam do miejsca, które czasowo ma być moim domem.

Pierwszy dzień po przylocie był także pierwszym dniem mojej pracy, wiec początki pobytu były dla mnie dosyć trudne. Pogoda, wilgotność, nieco inny system pracy, a przede wszystkim w ciągu 1,5 roku w Afganistanie przywykłam do nieco innych warunków. Czuję jakbym przeskoczyła lata świetlne. Kambodża nie należy do najlepiej rozwiniętych krajów świata, jednak w porównaniu z Afganistanem jest rajem. Ludzie są ciepli, serdeczni, pomocni, a sama Kambodża nazywana jest “Smiling country”, czyli uśmiechniętym krajem.

PSE001 (13)

Większość czasu, póki co spędzam w pracy, więc nie miałam jeszcze okazji zobaczyć za wiele ze stolicy Phnom Penh. Ale wkrótce to nadrobię.

Niesamowita potęga kraju są dzieci. Pełne radości, z szeroko wymalowanym uśmiechem na twarzy, bardzo otwarte i ciekawe wszystkiego, szczerze rozczulają większość “zachodniaków”. M.in. ze względu na to, w Kambodży bardzo promowana jest kampania “Kids are not tourist attractions”, jako że wielu turystów zwyczajnie traktuje dzieci jako atrakcję turystyczną. Faktem jest, że mają w sobie niesamowity magnetyzm i jak to dzieci szczerość wymalowaną na twarzy, jednak głupota turystów czasami przekracza granice rozsądku.

Historia miejsca, w którym pracuję jest dosyć niezwykła, dlatego też stała się swego rodzaju punktem turystycznym na mapie Phnom Penh. 20 lat temu para ludzi przyjechała do Kambodży na wakacje. Widząc dzieci żyjące na wielkich śmietniskach w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, pękało im serce. Postanowili sprzedać wszystko co mieli we Francji i wrócili do Kambodży. Zaczęli od codziennego rozdawania dzieciom miski ryżu. Dzis PSE to ogromny kompleks szkół, jadłodajni, sierociniec, przychodnia zdrowia, boiska, kompleksy rekreacyjne dla dzieci chorych, ośrodki pomocy dla rodzin i 800 pracowników. Warto dodać, że Mamie i Papy (czyli Mama i Tata), bo tak wszyscy zwracają sie do założycieli, nigdy nie korzystali z dotacji ONZ, USAID czy ambasad. Stworzyli PSE dzięki darczyńcom i do dziś jest utrzymywana przez ludzi i niezależna od wielkich organizacji.

nenfant

Niesamowitym zjawiskiem było obserwować jak wielką miłością są darzeni przez Khmerów. Niemal dwa tysiące ludzi przybyło świętować 50. rocznicę ślubu Mamie&Papy. Jak znam polską mentalność, ktoś z marszu mógłby zapytać “ciekawe ile kasy biorą dla siebie?” Cóż…  Mieszkają na terenie organizacji, między 300-oma wolontariuszami, którzy także na swój koszt przybyli z różnych części świata aby uczyć, pracować lub po prostu organizować dzieciom czas w wakacje, co w  mentalności większości ludzi nie mieści się w głowie – „że jak to, za darmo!?”.  Ja także jeszcze nie do końca ogarniam to ogromne perpetum mobile nakręcane energią ludzi i uśmiechem dzieci.

Pierwszy miesiąc w Cambolandzie już za mną. Teraz już wiem, że był to dobry wybór. Czekam na wrzesień, gdy będę miała trochę czasu aby zacząć odkrywać i poznawać Kambodżę, bo z pewnością będzie to ekscytująca przygoda, którą będę wam w odcinkach opisywać.

3 PSE019 (64) DSC_0142 20 1 PSE001 (68)PSE019 (15)

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca i smaki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz