MAKARONIKI – SŁYNNE FRANCUSKIE CIASTECZKA

1796513_672325262806668_1765160610_n 2

Te kolorowe, okrągłe ciasteczka zajmują już zasłużone miejsce w popkulturze. I to w pierwszym rzędzie. Koszulka z nadrukowanym makaronikiem jest powodem do chwały i zawistnych spojrzeń, witryny cukierni Ladurée za chwilę wyprą więżę Eiffla z piedestału najchętniej fotografowanego paryskiego obiektu. Konsumpcję makaroników poprzedza nabożne skupienie, a po zjedzeniu świat już nigdy nie będzie taki sam. Ok, naigrywam się, ale coś w tym jest. A raczej coś jest w tej mieszaninie tekstur – delikatnej, chrupkiej skorupki, miękkiego, wilgotnego ciasta i kremu o jakimś niemożliwym smaku. Dodatkowo makaronik posiada magiczne właściwości: nie ma takiej sytuacji na świecie, której makaronik nie byłby w stanie naprawić. Nie ma. Ot co!

Nie każdy z makaronikowych czcicieli zdaje sobie jednak sprawę, że historia tych małych cudeniek sięga średniowiecza. Historia co prawda nie do końca jasna, bowiem różne źródła spierają się, czy pierwsze makaroniki (w formie zdecydowanie mniej wysublimowanej niż obecnie) widziane były na Środkowym Wschodzie, w opactwie Cormery we Francji czy we włoskiej Wenecji. Pewnym jest natomiast, że na mapie Francji figuruje kilka miejsc, które od wieków słyną z pieczenia makaroników, wedle swych oryginalnych, pilnie strzeżonych i przekazywanych z pokolenia na pokolenie, receptur.  Makaroniki każdego z tych regionów posiadają swoje cechy charakterystyczne i wieść głosi, że wszystkie warte są wymienienia garderoby na rozmiar większą.

Fot. Macarons Pierre Hermé

Nancy było jednym z pierwszych miast, które raczyło mieszkańców tym przysmakiem, a to za sprawą sióstr benedyktynek, które otworzyły “Dom Sióstr Macarons”. Istnieje on do dzisiaj i ma się świetnie, zaś jedna z ulic w Nancy została nazwana na cześć sióstr Macarons. Do dziś pluję sobie w brodę na myśl o tym, że będąc w Nancy, dałam się otumanić urodzie pięknego, złoconego placu Stanisława Leszczyńskiego i makaroniki kompletnie wypadły mi z głowy. Następnym razem.

Jeśli traficie kiedyś do Saint Jean de Luz, malowniczego miasteczka nad oceanem, koniecznie zajrzyjcie do cukierni o swojsko brzmiącej nazwie Adam (a figę, wymawia się „adą”). W roku 1660 przygotowała ona swe makaroniki na wesele Ludwika XIV i Marii Teresy Habsburg. Bardzo przypadły one królowi do gustu, co przyczyniło się do ich wielkiego sukcesu w regionie. Cukiernia Adam do dnia dzisiejszego cieszy się ogromną popularnością nie tylko na szczeblu lokalnym. Miałam przyjemność skosztować tego wyrafinowanego dobra i cóż, jest to zdecydowanie smak wart niedopięcia spodni.

Fot. Aleksandra Domagała

Saint jean de Luz

W Bouley, „Boutique des Macarons” serwuje swe pyszne makaroniki niezmiennie od 1854 roku. W książce z 1898 r., słynny Aristote de Lazarque napisał, że ”choć wiele miast kłóci się o miano twórcy najlepszych makaroników, ja swój głos oddaję tym z Boulay”. Więc przy sposobności, nie mijajcie obojętnie zielonej, charakterystycznej fasady “Boutique’u”, lecz z szacunku dla starego Aristote’a, wstąpcie po makaronika.

Fot. beaualalouche com

W Amiens, spotkacie sie z wyjątkowymi makaronikami zawierającymi miód, migdały i owoce, wypiekanymi juz od XVI wieku przez dom Trogneaux, który trwa niezmiennie na placu Katedralnym. Jest to notabene coś, co bardzo mnie we Francji ujmuje – ten wielki szacunek dla piekarzy i wszelkiego rodzaju rzemieślników, który pozwala przetrwać rodzinnym biznesom przez wieki.

Fot. www.huissier-amiens.com

Macarons z Montmorillon z kolei wyróżniają się ciekawym kształtem – przypominają bowiem książęcą koronę. Sprzedawane są w papierze do pieczenia, podobnie jak wypróbowane przeze mnie wyroby z Saint Emilion,  które wspominam z rozrzewnieniem.

Fot. www.tourisme-montmorillon.fr

Fot. Aleksandra Domagała

Dopiero około 1830 roku nastała era makaroników paryskich – w formie takiej, która dziś znana jest najlepiej, czyli dwóch barwnych ciasteczek złączonych ze sobą kremem/konfiturą o wymyślnym smaku. Rozpropagowała je cukiernia Pons z dzielnicy łacińskiej, która zniknęła już niestety z mapy Paryża. W 1862 r. ich produkcją zajął się dom Ladurée, który z kolei jest obecnie najbardziej kultowym makaronikowym przybytkiem świata i wciąż umacnia swoja pozycję podejmując współpracę z największymi domami mody, jak choćby Christian Louboutin, Marni czy Nina Ricci. To Ladurée przygotowało makaroniki do filmu „Maria Antonina”, wyreżyserowanego przez Sofię Copollę, a w 2011 zostało wybrane, by dostarczyć makaroniki na wesele Alberta II, Księcia Monaco, i Charlène Wittstock.

Fot. Ladurée Macaroons

Jednak w walce o tytuł najlepszych makaroników Ladurée ma godnego konkurenta, którym jest Pierre Hermé, zwany “Picassem ciastkarstwa” (Vogue) i “królem cukiernictwa” (The Guardian). Pierre Hermé jest na pewno bardziej twórczy i odważny w kreowaniu niezwykłych smakowych połączeń. Do jego słynnych kreacji należy np. połączenie zielonej herbaty z czerwoną fasolą, imbirem i limonką, a także biała trufla z prażonymi orzechami laskowymi, marchewka z pomarańczą i cynamonem, nie zapominając o fois gras z czekoladą (lub bez).

Fot. Macarons Pierre Hermé

Fot. Macarons Pierre Hermé

Fot. Macarons Pierre Hermé

Obecnie makaroniki można znaleźć w wielu cukierniach i niemal zawsze są wyborne. Nie polecam natomiast kupowania ich w supermarketach, bo choć kuszą znacznie niższą ceną, ich smak niewiele ma w sobie z subtelności prawdziwego makaronika. Tego się po prostu makaronikom nie robi.

TEKST: ALEKSANDRA DOMAGAŁA, PARYŻ

 

 

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca i smaki i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz