NAJDROŻSZE SUCHARY ŚWIATA

hibr_d_00062353-57_coat

Lanserhof, drogi i elitarny, położony w górach nad Innsbruckiem, „ośrodek”, to z towarzyskiego punktu widzenia taki współczesny Berghof  z Czarodziejskiej Góry.  Jednak nie leczy się tu bogatych gruźlików, tylko zamożnych hipochondryków.

TEKST: ANNA KLARA MAJEWSKA, ŚWIAT

ZDJĘCIA: LANSERHOF.COM

„A w trzecim siedzą same grubasy, siedzą i jedzą”…dwa ugotowane kartofelki bez soli,  do tego łyżkę oleju lnianego, a być może też trochę owczego jogurtu albo papki z tofu. Z tymi grubasami trochę przesadziłam, w końcu w przybytku dla ludzi zamożnych, spotyka się zwykle klientów o gabarytach odwrotnie proporcjonalnych do grubości portfela. Na Manhattanie widać to najwyraźniej, im większy apartament z widokiem na Central Park, tym chudsza żona. Umówmy się jednak, że kobieta nigdy nie może być za chuda, a nawet jeśli taka jest, wciąż pozostaje jej opcja odkwaszania i oczyszczania organizmu, a w tym właśnie Lanserhof specjalizuje się od zarania dziejów, czyli od ponad 30 lat.

hibr_d_00063076-80_send_47l

Wszystko zaczęło się jeszcze wcześniej, bo już w latach pięćdziesiątych, kiedy to austriacki lekarz Franz X Mayr dopatrzył się przyczyny wszelkich chorób w niezdrowych jelitach, a konkretniej w niekontrolowanym obżarstwie, które w pierwszych „tłustych” powojennych latach zaczęli uprawiać mieszkańcy republik alpejskich. Rak, podagra, cukrzyca, a nawet platfus, wszystko przez złą dietę i zniszczone kiszki. I wtedy Dr. Mayr opracował swoją sztandarową metodę zwaną „Mayr-Kur”, która nie tylko miała ulżyć nadwyrężonym trzewiom, ale też nauczyć delikwentów prawidłowego jedzenia w sensie przeżuwania. Trawienie bowiem zaczyna się w ustach, a ślina lepiej upora się z węglowodanami niż żołądek i trzustka razem wzięte. Serwował więc doktor suchą, pszenną bułeczkę, twardą jak kamień, co miało zmusić pacjenta do długiego (40 obrotów) i dokładnego żucia. Do popicia kilka łyków ciepłego mleka i tyle! Pacjenci żuli i chudli, mijały im zgagi i wzdęcia, czuli się lepiej i z radością płacili workami deutschmarek i szylingów za zrzucone kilogramy i przywrócone zdrowie.

Czasy trochę się zmieniły, kobieta uważa się za otyłą powyżej rozmiaru 38, mężczyzna za wiecznie młodego do osiemdziesiątki, a wszyscy mają nietolerancję glutenu i nie trawią laktozy. Ale to nic! Nawet chudemu i uczulonemu dieta Dr.Mayr’a dobrze zrobi, bo to już nie dieta, tylko „pro life style”, i to już nie pszenne bułeczki, tylko neutralne, zasadotwórcze kartofelki, i ziołowa herbata. Dużo herbaty.

W Austrii działa kilkanaście ośrodków praktykujących metody Dr. Mayr’a. Niektóre są bardzo nowoczesne i drogie, inne stare i renomowane, ale non plus ultra był, jest i pewnie jeszcze długo będzie Lanserhof położony w miejscowości o jakże pasującej nazwie Lans.

hibr_d_00063002_send_47l

Na pierwszy rzut oka ni to dom, ni hotel, właściwie niespektakularny zlepek kilku mniej czy bardziej nowoczesnych budynków, powala dopiero po przekroczeniu progu. Ale nie zapierającym  dech w piersiach designem, nie złotymi kranami czy nuworyszowskim bogactwem, tylko wysokiej klasy skromnością i atmosferą, w której można zanurzyć się jak w pachnącej pianie. Pachnie tam zresztą wszędzie; a to ziołowymi herbatami, które czekają w wielkich samowarach, a to polnymi kwiatami w saunarium albo kadzidełkami na sesjach jogi.

Każdy dzień (o średniej wartości dwóch par szpilek Jimmy Choo) dwutygodniowego pobytu (o wartości małego, ale nowego samochodu) zaczyna się tak samo – od wypicia roztworu soli gorzkiej bladym świtem, czyli przed godzina siódmą. O siódmej bowiem należy stawić się w pełnym rynsztunku (Arabki w pełnym makijażu) w lobby, by punktualnie i pod nadzorem trenera odmaszerować w kierunku pobliskiego lasu. Tam na polance odbywa się poranna gimnastyka, a następnie marszobieg przez góry, doliny i wąwozy, aż do godziny ósmej i powrotu „do domu”. Nowicjuszy łatwo tu rozpoznać; na nich sól działa najmocniej i często już podczas gimnastyki. Wprawieni „donoszą” do pokoju.

Potem co nieco lżejsi kuracjusze schodzą się na śniadanie, które dla hardkorowców będzie tylko dzbankiem ziołowej herbaty, dla średniaków dodatkowo z sucharem, a dla mięczaków i chudzielców miską owsianki na wodzie. Plus ziołowa herbata. Na stolikach leżą imienne karteczki, a ich potajemna lektura przypomina mi czasem lekcje historii Austrii i Niemiec, a czasem pierwsze strony międzynarodowych brukowców. Bez tych wizytówek nigdy nie wpadłabym na to, że rozmemłana baba w rozciągniętym dresie to księżna von W., a dziadzia w szlafroku to miliarder i największy producent słodyczy w tej części Europy. Arabki obowiązkowo w wieczorowym makijażu. Znacznie trudniej zapamiętać nazwiska tłumaczone z cyrylicy, zadowalam się więc opowieścią, że gdy wiele lat temu Abramowicz (tak, ten!) po trzymiesięcznym pobycie zostawił w Lanserhofie 30 kg swojej nadwagi i pewnie równowartość pałacu na Białołęce, z radości zapragnął kupić cały ośrodek, by móc się w  nim zawsze i do woli poodchudzać. Odmówiono mu, więc kupił zgrabny dom w sąsiedztwie.

Obecność Rosjan, choć dyskretnie przez dyrekcję reglamentowana, odcisnęła już swoje piętno na personelu, albowiem z automatu zostałam Frau Majewskaya i nie pomagały tłumaczenia płynnym Schoenbruńskim niemieckim, że ja Polka, bez -ya.

Po śniadanku, którego prawie nie było, postacie w białych szlafrokach i starych dresach przenoszą się do Lansmedu, czyli do części zabiegowej. Tu jest jak w niebie; panoramiczny widok na góry, hipernowoczesny design, wszystko białe albo błękitne, anioły zwane personelem też. Klinicznie czyste niebo.

lanserhof024hibr_d_00062931_send_47l

Na błękitnej sofie (pijąc ziołową herbatę) czekamy na swoich opiekunów, którzy nadlatują bezbłędnie rozpoznając swojego pacjenta (jak oni to robią?) i porywają go do zacisznych gabinetów, w których sączy się chilloutowa muzyczka i delikatny aromat cytrynowej trawy. Bosko! Terapeuci są piękni, profesjonalni i bezszelestni, całkowicie „dedykowani” pacjentowi, jakby to było w Tajlandii, a nie w Tyrolu. Kąpiele w enzianie, okłady z mułu, balijskie masaże, osteopatia i wszelkie możliwe terapie manualne, zabiegi Kneipp’a, kroplówki z tlenem, laboratorium snu czy generalny check up, to tylko fragmencik z długiej listy kilkudziesięciu oferowanych atrakcji. USG dowolnej części ciała, badania krwi na poziom wszystkiego czy tomografia, a nawet lekarstwo z końca świata, czy konsultacje u najlepszego profesora z kliniki uniwersyteckiej – proszę bardzo, no problem. Dla każdego coś miłego. Znudziło się pasywne dbanie o siebie – wystarczy wjechać piętro wyżej do fitnessowego raju. Trenerzy personalni, najnowsza siłownia, zajęcia jogi, thai chi, pilates i paru jeszcze bardziej egzotycznych gimnastyk, zumba, również i w wodzie, ćwiczenia takie, siakie, owakie, a w przerwie ziołowa herbata i pomiar tłuszczu z dokładnym wydrukiem własnego ciała, fragmentarycznie otłuszczonego na jaskrawo żółto.

hibr_d_00062983-87_sendv1_47l

Przed obiadem (herbatka lub trzy kartofelki) szybki rozgrzewający okład („twoja wątroba będzie ci wdzięczna”), a po nim kurs zdrowego gotowania, brain walking (jakby nordic walking ze świadomym użyciem mózgu) albo coś miłego w Lansderma, czyli u kosmetyczki.

Kolacja (o 18tej) zawsze przy świecach i nigdy w szlafroku! Dziadki w marynarkach, starsze panie w lampartach, Arabki w balowym makijażu, reszta w dresach, tyle, że ciut nowszych. Luzik. Na talerzach albo nic albo zupa zasadotwórcza, czyli bez mięsa, śmietany i mąki. Cieniutka, ale i tak lepiej niż nic na talerzach hardkorowców.

hibr_d_00065070-75_send_47l

By zapełnić pustkę w żołądkach, zaraz po posiłku kolejne atrakcje; ziołowa herbata, wykład o wyższości niejedzenia nad jedzeniem albo występ magika czy lokalnej kapeli. Radosna integracja trwa do późnej nocy, czyli do 20.30. Na barze stoją szklanki z roztworem soli gorzkiej – należy zabrać sobie porcyjkę „na rano”. Wykończeni intensywnym dniem i ekstensywnym niejedzeniem państwo znikają w pokojach. W lobby zostaje tylko kilkoro Rosjan. Głośno rozmawiają, jeszcze głośniej się śmieją, biesiadują i bawią w najlepsze. Jakby nigdy nic. Jakby wódkę pili. Taka mała libacja przy ziołowej herbacie.

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca i smaki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz