WYPROWADZKA NA KONIEC ŚWIATA – AUSTRALIA

01-70306_192340_205

Wyprowadzka na koniec świata: Moje pierwsze wrażenia z Sydney

Jestem sydneyowskim świeżakiem, minęły dopiero dwa tygodnie, odkąd tu jestem. Ale pozwólcie, że podzielę się pierwszymi wrażeniami. Będą to odczucia osoby, która porzuciła bardzo stabilne życie w ukochanym Paryżu, żeby wyprowadzić się na koniec świata, do kraju, w którym nigdy nie była :)

Otóż: jest super!

01_70305_183347_830

W Australii teoretycznie jesień, ale klimat zdecydowanie wakacyjny. Witają nas surferzy, masa bezinteresownej życzliwości, białe schłodzone wino i bezproblemowość. „No worries” to odpowiedź na wszystko. Przyzwyczajona do paryskich niecierpliwych cmoknięć, początkowo podchodzę do tego zjawiska dość nieufnie. Kolejne dni, sytuacje i znajomości zdają się jednak potwierdzać tezę, że tak, Australijczycy najzwyczajniej w świecie są życzliwi, pomocni i bezproblemowi.

IMG-20170227-WA0003

Zachwyca mnie, że prom jest pełnoprawnym środkiem komunikacji miejskiej. Tylko, że milion razy bardziej ekscytującym – ten wiatr we włosach, te widoki, to poczucie, jakby się było na wakacjach, nawet jak jest się w drodze do pracy.

Wrażenie wakacyjnego luzu wywołują nie tylko pogoda, hordy surferów wyglądających jak Matthew McConaughey, taszczący z namaszczeniem swoje deseczki, ale też przypadkowi ludzie w środku miasta, chodzący boso. No bo w sumie czemu nie?

Mimo obaw moich stroskanych francuskich znajomych, którzy martwili się, „co też my biedacy będziemy w tej Australii jeść”, okazało się, że jedzenie w Sydney jest genialne :) Wybór knajp, restauracji, barów przyprawia o zawrót głowy, dostępne są tu wszystkie kuchnie świata. Tak, istnieje życie po Francji, kulinarnej królowej świata, mes chers amis ;)

Wyświechtane powiedzonko “life is a beach” w Sydney nabiera wymiaru prawdy objawionej. Byłam w wielu miastach z dostępem do plaży, ale chyba nigdzie nie była ona aż tak wpisana w codzienność miasta. Ewentualnie należy do turystów, a lokalsom powszednieje. Tutaj spędza się na plaży masę czasu, surfując, biegając lub robiąc grilla na jednym z wielu dostępnych, wielkich publicznych grillów – przy okazji, przybijam piątkę autorowi tego przegenialnego pomysłu :) Można przy nich urządzić prawdziwą plażowo-grillową imprezę ze znajomymi lub poznać nowe towarzystwo.

W samym środku miasta można często zobaczyć (oprócz bosych przechodniów) bajecznie kolorowe papugi, co za każdym razem wywołuje u mnie pisk dzikiej radości. Nie spotkałam za to jeszcze na swojej drodze ani jednego pająka… Ale wczoraj w nocy drogę przebiegło mi takie oto stworzenie, które zwie się opos. Biorąc pod uwagę, że jest kilkakrotnie większe od wiewiórki, było to spotkanie dość onieśmielające (ale tylko dla mnie, oposy to zwierzęta bardzo ufne w stosunku do ludzi).

IMG_0680

IMG_20170313_052129_824

201-0306_202241_059

Mam wrażenie, że wszyscy oprócz mnie są tu super fit. Sportowe legginsy i koszulka to idealny strój na co dzień. Liczba klubów fitness i biegaczy w modnych strojach o perfekcyjnych ciałach nie tylko robi wrażenie, ale też działa bardzo motywująco: nie wiedzieć kiedy sama zapisałam się na pół-maraton, poranną yogę i noc fitnessu… Za mną już też kilka biegów po plaży i trasą z widokiem na Operę i Harbour Bridge – muszę przyznać, że w takich okolicznościach nogi same niosą :)

Pozostaję w ekstatycznym zachwycie, a to dopiero początek, jeszcze tyle rzeczy do odkrycia i poznania! :)

017_0302_102255_167 170315-14-12-42-061_deco IMG-20170304-WA0002

2017-0312_181351_794

P.S. Zanim przeprowadziliśmy się z Paryża do Sydney, wybraliśmy się z mężem w trzymiesięczną podróż poślubną do Ameryki Południowej. Tutaj możecie zobaczyć filmik z naszej niezwykłej wyprawy :-)

Lubię(0)Nie lubię(0)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca i smaki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0

    Dodaj komentarz